Przejdź do treści
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Wakacje 2020 Przystanek 2 Most wiszący w górach Harzu

Podróże Anny 20.10.2020

Kiedy już wyczerpaliśmy temat uliczek Quedlinburga i wsiedliśmy do kampera, Jarek oznajmił, że teraz to ON przygotował niespodziankę :) No i ruszyliśmy. Okazało się, że w góry Harzu. I że ta niespodzianka okaże się za chwilę prawdziwym hitem. Wiszący o most, długi, bardzo wysoki i drgający na wietrze!

wakacje-2020-most-wiszacy-w-gorach-harzu-81.jpg

Kiedy w 2017 roku otwierano most o nazwie Titan –RT, był największym wiszącym mostem dla pieszych na świecie, o długości 483 m, z czego 458 m to wiszące części wznoszące się 100 metrów nad największym zbiornikiem wodnym tj. tamą Rappbode w dolinie o tej samej nazwie. Obecnie ustąpił kilku innym, nowszym realizacjom, o kilka metrów dłuższym lub wyższym.
Ruch na moście odbywa się w jednym kierunku. Nie wiem, czy to reguła z powodu koronawirusa, czy jest tak na stałe. W każdym razie wchodzi się z jednej strony, a schodzi po przeciwnej stronie, przechodząc nad malowniczą przepaścią. Most zawieszony jest niedaleko dużej budowli hydrotechnicznej, będącej tamą na rzece. Tama ta zapewnia możliwość powrotu w drugą stronę.

wakacje-2020-most-wiszacy-w-gorach-harzu-80.jpg

Przed wejściem na most jest dużo czasu na zastanowienie się czy jest to na pewno posunięcie właściwe. Są tablice ostrzegające, że wchodzi się na własne ryzyko i że nie ma możliwości cofnięcia się po przekroczeniu barierki startowej. W Internecie roi się od opisów trudnych scen z udziałem osób cierpiących z powodu lęku wysokości, które przeżyły na moście chwile totalnego załamania. Byłam przekonana, że to mnie nie dotyczy. Nie rozpoznałam u siebie jak dotąd lęku wysokości. Tzn. przynajmniej w takim wymiarze, żeby blokował jakieś moje życiowe czynności czy przygody. Z drugiej strony nie wystawiałam siebie nigdy na ekstremalne ryzyko. Więc weszłam na tę kładkę bardzo pewnie i pierwsze metry pokonałam na zupełnym luzie. Potem robiło się coraz ciekawiej, ale dalej fajnie – teren pod kładką gwałtownie opadał. Po przejściu ok. jednej trzeciej drogi mój syn powiedział, żebym spojrzała w dół. Pod nogami mieliśmy ażurową kratę stalową, która – kiedy patrzy się przez nią ustawiając wzrok zupełnie prostopadle – zdaje się w ogóle nie istnieć. Nie robi to zwykle żadnego wrażenia na schodach technicznych przy obiektach przemysłowych, ale tam – w naturze, wysoko, odbiór jest inny. Spojrzałam w dół i zobaczyłam przepaść pod sobą. Poczułam lekkość motyla, zwłaszcza że most cały czas lekko kołysze się na wietrze. Rozpoznałam tez u siebie wówczas pewien nowy rodzaj lęku. Własny mózg podał mi informację, że to nie jest dobre miejsce dla człowieka i należy się ewakuować. Próbowałam to racjonalizować, patrząc i analizując techniczną jakość mostu, połączeń jego elementów i to, że przeszło tędy mnóstwo osób i nic nie ma prawa się stać. Jednak w takiej sytuacji władzę nad organizmem przejmuje podświadomość, albo przynajmniej ta część mózgu która od tysięcy lat chroni człowieka przed niebezpieczeństwem, zanim on w ogóle pomyśli. Ta część mózgu właśnie przemówiła do mnie i zażądała ewakuacji.

wakacje-2020-most-wiszacy-w-gorach-harzu-79.jpg

Mikołaj odezwał się do mnie: Mamo, a czemu tak mocno ściskasz mnie za rękę?

„Mikuś, bo po prostu tak czuję się lepiej. I nie chcę już patrzeć w dół. Będę patrzeć tylko przed siebie.”

I tak, patrząc prosto przed siebie, powolnymi krokami, przemierzałam spokojnie most, uczepiona ramienia własnego syna :)

Nie mogę powiedzieć, że było to jakieś większe zdenerwowanie, ale uznałam wówczas, że to całkowicie nowe i bardzo ciekawe przeżycie.

Ruch mostem odbywa się bardzo powoli, wynika to z tempa osób poprzedzających, a na końcu wynika to z przepustowości bramki „wypuszczającej”, która zlicza ilość osób, które opuściły konstrukcję.

back to top